Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sportowo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sportowo. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 listopada 2013

To my, kibice - cz. I


Dziś budzący kontrowersje sam w sobie temat. Temat, do którego zbierałem się bardzo długo. Być może rozdrażni wiele osób, ale takie jest moje zdanie i zamierzam je w końcu ukazać. Temat bardzo głośny w mediach, przeróżnych portalach internetowych. Który nie może ucichnąć, ponieważ co jakiś czas się odnawia. A tematem są kibice. Albo pseudokibice.



Zanim ktokolwiek postanowi mi tu zarzucić brak pasji, przypomnę - dokończyłem mecz ze skręconą kostką (co było chyba jednak raczej głupotą, a nie pasją), sam jestem kibicem piłki nożnej. Bardzo lubię ten sport i cieszy moje oko, jednak to co widzę, czasem kaleczy właśnie to oko. Nie mogę patrzeć ze spokojem na te wszystkie zachowania na stadionach, które przekraczają najśmielsze obawy czasami. Kto nie czuje się gotowy na przeczytanie tej notki, niech lepiej naciśnie ALT+F4. A kto jest gotów - zapraszam. Na własną odpowiedzialność...

poniedziałek, 22 lipca 2013

Słomiany zapał

Nie zdziwiłbym się, gdyby ktoś stwierdził, że założenie tego bloga było właśnie słomianym zapałem. Przerwy w pisaniu były ogromne, jednak ani przez chwilę nie pomyślałem, by usunąć tego bloga. Nawet są osoby, które mnie motywują do kolejnych wpisów. Ale słomiany zapał znajdzie się w innych aspektach mego krótkiego życia i to jest rzeczywiście złe. Zresztą, znajdzie się nie tylko u mnie. Każdy miał z tym do czynienia, ale głównie będę rozpatrywał swoje przypadki.


Wiele tracimy poddając się. Kto osiągnął sukces ze słomianym zapałem? Tak naprawdę, nie ma nic gorszego jak podpalić się na dzień dobry, a potem nie ma nic następnego. Lepiej chyba wszystko rozkładać, w myśl przysłowia: "apetyt rośnie w miarę jedzenia". Nie rzucać się na coś z iskrami w oczach, tylko pozwolić zapłonąć pasji, działaniu, zamiast zmarnować te iskierki na samym początku. Zachować zimną krew.

niedziela, 7 lipca 2013

Kraj łowców talentów

2 dni temu z Wimbledonu odpadł Jerzy Janowicz. Cały kraj praktycznie trzymał za niego kciuki, a on walczył do upadłego, jak równy z równym, z Andym Murrayem. Zabrakło mu doświadczenia, przecież ma zaledwie 22 lata, to dopiero jest młody talent. Obiecujący talent. Jednak wszyscy byli z niego dumni. Tak samo jak z 24-letniej Agnieszki Radwańskiej, którą pokonała również w półfinale Wimbledonu Sabine Lisicki.

Agnieszka Radwańska oraz Jerzy Janowicz (źródło - rmf24.pl)
Mimo to, my, Polacy, jesteśmy z nich dumni. Są jeszcze młodzi, świat tenisa stoi przed nich otworem. Mają czas by zwyciężyć wiele turniejów oraz zapisać się na stałe w historii sportu, jako mistrz, mistrzyni. Oczywiście po objawieniu się Jerzyka sensacyjnie rok temu, nagle większość rodaków zaczęła się interesować tenisem - i tak mamy nagle około 38 milionów ekspertów od tenisa, którzy wiedzą już wszystko. Tak samo było z MMA po trzech walkach Pudziana. Cudownie mieć potencjał, tylko - dlaczego nasz kochany naród nie potrafi często tego potencjału znaleźć, wykorzystać? Dlaczego marnujemy takie talenty?

sobota, 8 czerwca 2013

Sport to zdrowie

Nie powiem, piszę tą notkę będąc w głębokiej frustracji. W bardzo dziwnej pozycji przed komputerem, nogą wywaloną na podwyższeniu i kulami na podłodze. Żeby było paradoksalnie i śmiesznie – jest to efekt ogólnopolskiej akcji „Mecz Przyjaźni”, na którym sobie skręciłem kostkę. Sport to zdrowie, ta? Właśnie to widzę.

Joe Stevenson (fot. - Internet)

Ze sportem to ja ogólnie mam szczęście. Nawet chyba czas zdawać sobie powoli sprawę, że sport nie jest dla mnie, bo kontuzje się mnie zdecydowanie imają – to jest niepodważalna teza, pod którą stopami podpisałyby się setki moich znajomych. Choć co ciekawe, jako bokser nie odnosiłem poważniejszych kontuzji, tam mnie wyjątkowo to omijało. Natomiast piłka nożna pobiła dzisiaj rekord jeśli chodzi o uszkodzenie mojego ciała. A w zasadzie na pierwszy rzut oka to o wiele mniej brutalny sport aniżeli boks tajski, czyż nie?

sobota, 11 maja 2013

„Football, bloody hell!”

Środowe popołudnie. W mojej szkole odbywały się próbne matury z j. polskiego dla II klas. Dopiero co opuściłem salę, włączyłem telefon i odebrałem wiadomość od przyjaciółki. Wiadomość, która dosłownie zwaliła mnie z nóg: „Ferguson odchodzi na emeryturę...”

(fot. - Internet)
Szczerze mówiąc, w pierwszej chwili nie uwierzyłem. Potem miałem nadzieję, iż moja kochana przyjaciółka się myli, że przeczytała jakiś artykuł, który był żartem lub niepotwierdzoną informacją. Z czasem zacząłem się jednak gotować na najgorsze. Gdy wróciłem do domu, pierwsze co zrobiłem to skok na oficjalną stronę MU. Prawda okazała się brutalna...